sobota, 28 lutego 2015

Jeśli zostanę - Gayle Forman

Od dłuższego czasu w sferze blogowej i nie tylko dużą popularnością cieszą się powieści Gayle Forman. Całe te "zamieszanie" spotęgował jeszcze film oraz nowa wersja okładkowa "Zostań, jeśli kochasz" Po tej jakże dobrej reklamie, wydawało mi się, że jestem już ostatnią osobą, która nie wie o czym jest ta historia. Postanowiłam to czym prędzej naprawić i tak oto macie okazje przeczytać recenzję tej powieści.

Tytuł: Jeśli zostanę/ Zostań, jeśli kochasz
Autor: Gayle Forman
Seria: Zostań, jeśli kochasz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi.



Miałam zamiar przeczytać tę książkę w 1 dzień i z początku rzeczywiście w to wierzyłam. Gdy zaczęłam czytać czułam, że ta powieść mnie wciągnie, bo w końcu tak dobrze się zaczyna. Wszystko się zmieniło po pierwszych 50 stronach. Od tamtej pory książka bardzo mi się dłużyła i nie potrafiłam jej skończyć. Moim zdaniem mogłaby ona mieć o połowę stron mniej, bo dużo faktów było mało istotnych. Miałam wrażenie, że autorka na siłę próbuje "dobić" do 200 stron, a podobno mniej znaczy więcej. Zauważyłam pewną dysproporcję w liczbach zdań pomiędzy tym co dla mnie było ważne,a tym co autorka tak skrupulatnie opisywała. 

     "Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne."

Przy kreowaniu bohaterów pani Forman również się nie popisała. Przez całą książkę nie potrafiłam się utożsamić z żadnym bohaterem, nawet Mia. Jak dla mnie była ona rozpuszczoną nastolatką, która przez cały czas nie wie co się wokół niej dzieje. Wyglądało na to, że wraz z ciałem Mia zostawiła również swój mózg, bo cały się zastanawia, czy żyje. Nie, kurde nie żyjesz, a lekarze chcą popatrzeć na trupa i dlatego cię przywieźli do szpitala. Jej zachowanie mnie bardzo irytowało, ale było mi jej bardzo szkoda i nigdy bym nie chciała, żeby mnie albo moich bliskich spotkała taka tragedia. Jednak to co prezentowała sobą Mia skłania mnie tylko do jednej refleksji: Żeby cię spotkała jakakolwiek tragedia, musisz najpierw dojrzeć.

"Czasem człowiek dokonuje w życiu wyboru,a czasem to wybór stwarza człowieka."

Mimo tych wszystkich wad, podziwiam autorkę za sam pomysł. No i pierwsze 50 stron, które były naprawdę całkiem dobre. Po skończeniu tej powieści przez pewien (krótki) moment chciałam sięgnąć również po II tom tej serii, jednak gdy się dowiedziałam, że najlepszy fragment życia Mia, czyli rehabilitacja i powrót do życia towarzyskiego, jest pominięty to nie dziękuję. Tak, więc nie wiem czy jeszcze kiedyś sięgnę do twórczości tej autorki. Wiem, że jeszcze w tym roku wychodzi jej nowa seria, więc może spróbuję ją przeczytać.

Ocena: 5/10



czwartek, 12 lutego 2015

Jodi Picoult- Pół życia


Tytuł: Pół życia
Autor: Jodi Picoult
Seria:---
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Twórczość pani Picoult jest mi znana, lecz nie miałam z nią bezpośrednio styczności. Do teraz. Dzięki wielu pozytywnym opiniom miałam duże oczekiwania wobec jej twórczości, ale czy rzeczywiście się spełniły?

Luke Warren jest badaczem wilków, ale nie mylcie tego z szalonym naukowcem który nic tylko przesiaduje w laboratorium i przygląda się licznym probówkom. Nie, to nie jest w stylu Luke'a. On woli oglądać je na żywo, w naturze, gdzie zachowują się spontanicznie polegając na swoim instynkcie. Żeby lepiej poznać ich zachowania zaczyna spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Je razem z nimi, bawi się oraz śpi. Gdy i to jest mu nie wystarcza, wyrusza na podróż do lasów Kanady gdzie zamieszkuje przez 2 lata. Na ten czas pozostawia swoją ludzką rodzinę i nie bacząc na skutki swojej podróż. Podczas tych 2 lat próbuje dostać się do jakieś watahy. Nie jest łatwo, ale gdy w końcu mu się to udaje to całkowicie zatraca się w świecie wilków. Gdy wraca do cywilizacji nie umie się w niej odnaleźć. Zauważa, że lepiej czuje się w świecie tych inteligentnych zwierząt niż ludzi.Nawet nie zauważa , gdy jego rodzina się rozpada. Okazuje się, że jedyną osobą, która nadal zostaje przy Luke'u jest jego córka Cara. Gdy obydwoje ulegają wypadkowi, cała rodzina z powrotem się spotyka. Nawet brat Cary Edward przyjeżdża po 6 latach nieobecności.Ten nieoczekiwany przyjazd namiesza nie tylko w życiu Cary, ale również ich mamy Georgie. Każdy z nich chce uratować Luke'a ale w inny sposób.
                            "Blizny to mapa bólu, ukrytego zbyt głęboko, aby pamiętać."
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to styl pisania oraz przebieg zdarzeń. W każdej książce rozdziały to osobne punkty widzenia poszczególnych bohaterów, które tworzą spójną historię. Drugim elementem charakterystycznym są fragmenty prawne. Autorka chciała się upodobnić do Grishama, który słynie z powieści prawniczych. Mi się ten zabieg bardzo podoba, bo mogę zobaczyć ten zawód "od kuchni". Jednak dzięki tym 2 rzeczom jakoś nie mam ochoty zaczytywać się w jej powieściach.
Największym plusem tej historii są ciekawostki o wilkach. Autorka zawarła wiele cennych informacji o tych zwierzętach które mogą się przydać w życiu codziennym np. idąc do zoo. Czytając tę książkę wiedziałam, ze rozszerzam swoją wiedzę na temat wilków, którą nabyłam przy powieści "Nakarmić wilki" naszej rodzimej autorki.

Czasami czytając książki mamy wrażenie, że ta historia jest na tyle realistyczna, że musiała się dziać naprawdę. W takich chwilach szukamy po internecie jakiejkolwiek informacji o głównym bohaterze bądź jego przygodach. I tak właśnie było przy tej książce. Bardzo się zdziwiłam gdy okazało się, że rzeczywiście istnieje badacz wilków na którym wzorowała się autorka, a jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że ów prawdziwy Luke Warren napisał książkę o swoim życiu. Od razu dodałam ją na listę chcę przeczytać :-)

Powieść jak najbardziej spełniła wszelkie moje oczekiwania, jednak nie mam w planach przeczytać więcej niż jednej powieści pani Picoult. Atorka włożyła wiele wysiłku w tą pozycję, więc bardzo warto ją przeczytać, bo opowiada o rodzinie, która mimo choroby nie potrafi dojść do porozumienia, a gdy w końcu im się udaje to jest już za późno.

Ocena: 7/10





poniedziałek, 19 stycznia 2015

"W śnieżną noc"- Green, Johnson, Myracle

Tytuł: W śnieżną noc
Autor: John Green, Lauren Myracle, Maureen Johnson
Wydawnictwo: Bukowy las

Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem, Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania.
Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu.
Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje… Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…


Gdy czytałam tę książkę(,a było to jeszcze w zeszłym roku) za oknem wcale nie było widać nadchodzącej zimy. Święta już tuż, tuż a ja czułam się jakby miały być dopiero za miesiąc. Aby zmienić swoje nastawienie do tak magicznego dnia, czym prędzej zabrałam się za czytanie krótkich opowiadań autorstwa 3 znakomitych autorów. Dwóch z nich miałam okazje już poznać, natomiast Lauren Myracle kojarzyłam tylko po okładkach jej książek. Najbardziej wyczekiwałam na powieść pani Johnson, bo jej poprzednia książka ( i jedyna wydana w Polsce) " 13 małych błękitnych kopert" zawładnęła moim sercem i stała się jedną z najlepszych książek jakie przeczytałam w życiu. Opowiadania Johna Greena też byłam ciekawa, bo nasze pierwsze spotkanie nie było zbyt owocne. Co prawda "Gwiazd naszych wina" bardzo polubiłam to jednak cały czas podchodzę do jego twórczości ze sporym dystansem. To nie zmienia faktu, że już nie mogę się doczekać jego nowej powieści : "Will Grayson, Will Grayson".

Książka rozpoczyna się opowiadaniem Maureen Johnson pt" Podróż wigilijna". Jest to historia Jubilatka, która przez zwariowane hobby jej rodziców w Wigilię Bożego Narodzenia musi jechać do dziadków. Nie jest ona zachwycona z tej decyzji, ponieważ planowała spędzić ten dzień ze swoim chłopakiem Noahem. Niestety przez wielką śnieżycę pociąg musi się zatrzymać w Gracetown, gdzie zaczyna się prawdziwa przygoda.W Waffle House Jubilatka poznaje Stuarta, który proponuje jej nocleg u siebie w domu. Obydwoje mają swoje drugie połówki, które jak się później okazuje wcale nie są tak idealne. Autorka wykreowała cudownych bohaterów w tym już pięknym świecie. To opowiadanie ma w sobie wszystko. Jest romans, przygoda,zdrada i magia świąt. Moim zdaniem jest to najlepsza historia.

Drugie opowiadanie wyszło spod pióra Johna Green i jest zatytułowane "Bożonarodzeniowy cud pomponowy". Opowiada o trójce dobrych przyjaciół: Tobin, Diuk i JP, którzy za namową znajomego wyruszają do Waffle House, by zobaczyć cheerleaderki. Cała historia rozgrywa się właśnie podczas tej podróży. Moim zdaniem sam pomysł jest może i dobry, natomiast wykonanie okropne. Czytając cały czas miałam nadzieję, że gdy dojdą już do Waffle House ( co zajmie im góra 10 stron) to dopiero tam będzie punkt kulminacyjny. Niestety Green zrobił inaczej. Może gdyby napisał to ktoś inny to byłoby to lepsze. Według mnie to opowiadanie nie wniosło nic nowego do całej historii i było po prostu zbędne. Jednak nie zrażam się do powieści tego autora. Będę próbować dalej :-)

Ostatnie opowiadanie pt "Święta patronka świnek" autorstwa Lauren Myracle z początku wydawało mi się banalne. Jednak z czasem nabierało sensu. Główna bohaterka Addie nie dawno została porzucona przez swojego chłopaka ( nie bez powodu) i przez to jest nie do wytrzymania. Wszyscy mówią jej, że myśli tylko o sobie. W końcu Addie się buntuje i zaczyna przechodzić przemianę.  Pani Myracle idealnie zakończyła i splotła wszystkie te historie w jędną całość, które swój koniec ( a może początek) mają w .... Starbucksie. I tutaj to mi trochę nie pasuje, bo wszyscy zmierzali do Waffle House,a tu nagle znikąd Starbucks.

Nie jest to książka zapadająca w pamięć, lecz warta swojej uwagi. Jeżeli chcecie poczuć magię świąt,bądź poczuć przenikliwy mróz, bo na zewnątrz go nie doświadczycie, to polecam wam tę pozycję.

Ocena: 7/10







sobota, 17 stycznia 2015

Co mi w duszy gra [1]

Tak jak pisałam wcześniej od nowego roku wprowadzam nową serię na blogu zatytułowaną " Co mi w duszy gra". Będą to comiesięczne posty w których pokaże wam co aktualnie słucham, jakie nowe piosenki znalazłam lub do jakich starych utworów bądź wykonawców powróciłam.

W związku z tym, że niedawno były święta, to na początek przedstawie kilka piosenek świątecznych bez których nie wyobrażam sobie świąt.
Na pierwszy ogień idzie klasyka czyli Cliff Richard i "Mistletoe and wine". Odkąd usłyszałam ją w wykonaniu Blue Cafe zakochałam się w tej piosence ( ale nie w ich wersji, bo ta była okropna). Jest to jeden z nielicznych utworów świątecznych, który po tylu latach jeszcze mi się nie znudził. W te święta gust muzyczny całkowicie mi się zmienił i z wielką chęcią powracałam do starych dobrych utworów, które pamiętam z dzieciństwa.

Kolejnym utworem świątecznym jest oczywiście "Last Christmas", ale tym razem w wersji Ariane Grande. Ariana ma cudowny głos i moim zdaniem bardzo fajnie przerobiła tę piosenkę. Nadała jej nowych pozytywnych emocji. Również  podoba mi się utwór "Santa tell me".

Oprócz tego świąteczne piosenki Justina Biebera takie jak "Mistletoe" no i "All I want for Christmas" z Mariah Carey. Po ostatnim filmiku, który obejrzałam nabrałam pełno wątpliwości do talentu Mariah. Zawsze ceniłam tę artystkę, ale teraz już zachwyt nad jej głosem zniknął.

I na sam koniec polecam wam całą świąteczną płytę Kelly Clarkson zatytułowaną "Wrapped in red". Wszystkie piosenki uwielbiam i są chyba najlepszą płytą ze świątecznymi piosenkami jaką kiedykolwiek słuchałam.

W grudniu również zasłuchiwałam się w soundtracku z filmu "Kraina Lodu". Szczególnie polubiłam "Miłość stanęła w drzwiach" i "Pierwszy raz". A film oczywiście polecam, bo jest genialny i nie mogę się doczekać, aż wyjdzie druga część.

Jeżeli chodzi o nowości muzycznych to ostatnio na okrągło słucham Lemon "Jutro" oraz "Blank Space" Taylor Swift. I powiem wam, że coraz bardziej podobają mi się utwory Taylor i nie mogę się doczekać aż wyjdzie jej nowa płyta.



czwartek, 1 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 roku + kilka informacji

I tak oto nadszedł nowy roczek :-) Szczerze, naprawdę nie wiem kiedy to wszystko zleciało. Pamiętam jak jeszcze niedawno zaczynałam I klasę liceum, a teraz już jestem dumną drugoklasistką. Dla mnie ten rok był ważny, ponieważ rozpoczęłam swoją przygodę z blogiem. To właśnie tutaj równo rok temu napisałam swojego pierwszego posta. Z początku wątpiłam w całe to przedsięwzięcie. Przecież już nie raz zakładałam bloga i po góra miesiącu o nim zapominałam. Pamiętam, że moim pierwszym celem było przetrwanie 3 miesięcy na blogu. No i się udało. Jestem bardzo dumna z siebie, ale to jest też wasza zasługa. Statystyki mówią, że jednak ktoś to czyta. I to jest dla mnie najważniejsze i daje mi motywację do działania. Tak, więc w tym miejscu chciałabym wam bardzo za to PODZIĘKOWAĆ.
Czas na czytelnicze podsumowanie :-)
Ilość przeczytanych książek: 41
Ilość postów: 43
Ilość recenzji: 25
Top 5 najlepszych książek roku:
1. Kosogłos - Suzanne Collins
2. Nakarmić wilki - Maria Nurowska
3. Norwegian Wood - Haruki Murakami
4. Gwiazd naszych wina - John Green
5. Dreszcz - Jakub Ćwiek
Najgorsza książka: Wywiad z wampirem - Anne Rice
Liczba wyświetleń: 3626
Liczba komentarzy: 68
Obserwatorzy: 11

Jestem zadowolona z moich wyników, natomiast wiem, że mogłyby być trochę lepsze. Stąd też w 2015 roku podwyższam sobie poprzeczkę i chcę przeczytać 52 książki. Oprócz tego znalazłam bardzo ciekawe wyzwania czytelnicze i z 2 zrobiłam sobie 1. W sumie mam 50 punktów, czyli po punkcie na książkę. Myślę, że jeszcze w tym tygodniu dodam osobnego posta na temat tego wyzwania.

Planuję również parę zmian na blogu. Po pierwsze chciałabym dodawać systematycznie posty, po 2 na tydzień ( w tym przynajmniej 1 recenzja). Po drugie pojawi się seria comiesięcznych postów " Co mi w duszy gra", czyli piosenki, które w danym miesiącu są na mojej playliście. Planuję również zrobić jakiś konkurs, ale o tym nie co później.

Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze bardziej owocny w czytanie, ale i nie tylko. Życzę wam byście w tym nowym roku byli zadowoleni z siebie i zawsze pozytywnie nastawieni.

sobota, 27 grudnia 2014

Moja mroczna strona - Gabrielle Zevin

Ostatnio bardzo często zdarza mi się, że nie wiem o czym jest książka, która mam zamiar przeczytać. Po prostu wiem, że chce ją przeczytać i nic więcej mnie nie obchodzi. Z jednej strony czuję wielką nie pewność, bo może książka nie będzie w moich klimatach, ale z drugiej strony bardzo ją przeżywam. No i zazwyczaj wychodzi to na plus :-)

 Tytuł: Moja mroczna strona
Autor: Gabrielle Zevin
Seria: Czekoladowa Trylogia. Tom 1
Wydawnictwo: GW Foksal/ YA!
Wyzwania: Rekord 2014, Czytam literaturę amerykańską, Serie na starcie

 Corleone w spódnicy, mafia, honor i przygoda! Doskonała wizja przyszłości, świetnie skonstruowany świat i dużo... czekolady!
Akcja serii rozpoczyna się w 2083 roku w zdewastowanym Nowym Jorku. Czekolada i kawa są nielegalne, produkowane i dystrybuowane przez mafijne rodziny, które miasto podzieliły na swoje dystrykty. Papier jest trudno osiągalny, a woda racjonowana.
Główna bohaterka Ania, niezwykle przebojowa 16-latka, córka największego bossa czekoladowego, zostaje wplątana i oskarżona o otrucie swojego chłopaka smakołykami czekoladowymi produkowanymi przez jej rodzinę.


Do tej powieści podchodziłam bardzo sceptycznie. Okładka i tytuł przemawiały za tym, że jest to historia o wampirach,a okazało się, że nie ma w niej ani jednego stworzenia nie z tej planety. Ot tak, mała,pozytywna niespodzianka. Dopiero gdy przeczytałam pierwsze zdanie wiedziałam, że ta książka bardzo mi się spodoba:
"W noc poprzedzającą mój pierwszy rok w nowej szkole-miałam zaledwie szesnaście lat-Gable Arsley oświadczył, że chce pójść ze mną do łóżka."
 Ania Balanchine jest córką jednego z głównych producentów czekolady, kochającą siostrą, najwspanialszą wnuczką i  jeszcze lepszą przyjaciółką, Tak można ją w skrócie opisać. Po dramacie rodziny Balanchine'ów Ania stała się głową całej 4 osobowej rodziny. Jej babcia Nana jest ciężko chora i tak naprawdę zmarła by już dawno, gdyby nie cała ta aparatura podtrzymująca jej życie. Nana ma 88 lat i jest tylko o 2 lata starsza ode mnie. Tak nie przewidzieliście się :-) Nana urodziła się 1995roku. Pierwszy raz czytając książkę o przyszłości miałam wrażenie, że jestem stara.  Ania ma równie starszego brata Leo, który po wypadku stał się niepełnosprawny umysłowo, jednak w nie dużym stopniu. No i jest jeszcze Natty czyli młodsza jej siostra, która jako jedyna nie przysparza kłopotów, a nawet wręcz przeciwnie, staje się geniuszem. Jej jedynym oparciem jest przyjaciółka Scarlett i jej chłopak.

Bardzo spodobał mi się sposób pisania autorki. Jest bardzo lekki, ale nie infantylny. Jednak ma parę wad. Na przykład bardzo denerwujące było ciągłe powtarzanie imion, po każdym zdaniu.

                                        "- Bo tam jest moja nowa praca, Aniu. [...]
                                        - Nie jestem pewien, Aniu[..]
                                                  - Naprawdę chcę to zrobić, Aniu[..]"
 No ile można. Jeżeli rozmawiają ze sobą dwie osoby to wystarczy, że raz poda się ich imiona i już wiadomo dalej jak to idzie. Wiadomo kwestia przyzwyczajenia i pod koniec powieści już nawet tego niezauważyłam.

 Pani Zevin przedstawia nam świat, który jest bardzo podobny do czasów okupacji i wojny. Godzina policyjna, zakazana czekolada, ograniczenie zużycia papieru, co powoduje, że książki stają się historią. Autorka idealnie połączyła czasy międzywojenne z przyszłością. Przez cały czas czułam się jakby zaraz miała wybuchnąć wojna i nagle ni stąd ni zowąd pojawia się winda w domu. Nie umiałam się pozbyć wrażenia, że te wydarzenia dzieją się 60 lat wcześniej, a nie 70 lat później. Pani Zevin pokazała nam swoją wizję przyszłości z który ja się całkowicie zgadzam.

Ta książka łączy w sobie kilka gatunków: od powieści obyczajowej, przez dramat, po kryminał. Ania zostaje winna próby zabójstwa i zostaje osadzona w poprawczaku na Wyspie Wolności. Sama wyspa od razu skojarzyła mi się z więzieniem Alcatraz. I chyba prawidłowo, bo metody stosowane na dziewczętach są okrutne. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że na samym końcu powieści wracamy do punktu wyjścia i pierwsze moje wrażenie byłoby takie, że te wszystkie wydarzenia tak naprawdę się nie stały. Bo jak to fizyka mówi gdy wracasz do tego samego punktu, czyli w jakiś sposób zataczasz kółko, to nie wykonujesz żadnej pracy.

Bardzo się cieszę, że w przyszłym roku wyjdzie drugi tom tej trylogii, bo jestem ciekawa kto w ostateczności wyląduje za kratkami, a kto będzie mógł cieszyć się miłością.

Ocena: 7,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu YA!

niedziela, 21 grudnia 2014

Czekając na Gonza - Dave Cousins

Tytuł: Czekając na Gonza
Autor: Dave Cousins
Seria:-----
Wydawnictwo: YA!
Wyzwanie: Rekord 2014, Czytam literaturę amerykańską


Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Wypożyczając ją z biblioteki nie wiedziałam do końca o czym jest, ale pozytywne opinie przekonały mnie do jej przeczytania. Do tego miałam ochotę przeczytać jakąś normalną książkę, bez żadnych wątków kryminalnych czy fantastycznych. Tylko normalne życie.
Już od pierwszych stron było mi żal Oza, czyli głównego bohatera, który cały czas wpadał w jakieś tarapaty. Nie był on aniołkiem i te problemy nie brały się z niczego, ale i tak było mi go bardzo szkoda. No bo nie ma to jak przeprowadzić się do nowego miasta i już w pierwszym dniu szkoły narobić sobie wrogów.

A wszystko zaczęło się od niewinnej zabawy w dorysowanie wąsów na zdjęciu pewnej dziewczyny, Isobel. Jak  się potem okazało miała opinię niezrównoważonej, o czym przekonujemy się w dalszej części. Ten incydent zapoczątkowuje falę kolejnych kłopotów w których jedynym oparcie dla Oza jest Ryan, jego jedyny kolego. Jednak i ta znajomość zostanie poddana wielkiej próbie.
Do tego wszystkiego Marcus (Oz) odkrywa przez przypadek największą tajemnicę swojej siostry Meg, to, że spodziewa się dziecka. I na tym właściwie opiera się cała ta historia. Książka jest napisana w formie listu, bądź pamiętnika skierowanego do Gonza, czyli dziecka Meg. Z tym imieniem też jest bardzo zabawna sytuacja, ponieważ przez całą powieść Oz nazywa tak przyszłego siostrzeńca, jednak to imię nikomu się nie podoba. I gdy pod koniec całej historii czytelnik myśli, że to imię w końcu do niego przylgnie to następuje niespodziewany zwrot akcji, po którym przynajmniej mnie było się trudno pozbierać :-)

Autor porusza w tej książce bardzo poważne tematy związane z niechcianą, przedwczesną ciążą oraz rodziną. Jednak pisze o tych sprawach bardzo swobodnie i lekko. Nie zanudza nas jakimiś słownikowymi terminami, bądź lekarskim żargonem. Całą sytuację przedstawia w sposób bardziej bliski ludziom, pokazuje emocje bohaterów oraz ich zachowania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak często takie sytuacje się zdarzają, a my nawet nie mamy o tym pojęcia. Dlatego fajnie, że powstają takie książki :-)
Powieść bardzo mi się spodobała i polecam ją każdemu, a ja z chęcią sięgnę po drugą książkę tego autora. Trzeba mieć niemały talent, by o rzeczach tak trudnych pisać tak lekko.

Ocena:8/10